Reżyser

Trzy przedstawienia

„Zrobiłem może trzy udane przedstawienia w życiu” – powiedział kiedyś. Trzy na dziewięćdziesiąt dziewięć wszystkich w jego reżyserii. Trzy na sześćdziesiąt lat pracy w teatrze, czyli średnio jedno na dwadzieścia lat. „Czy wybitny reżyser może zrobić tylko trzy udane przedstawienia?” – zapytałem Macieja Prusa, ucznia Axera. „Przecież to bardzo dużo!” – żachnął się Prus.

W ustach Axera to było szczere wyznanie, żadna kokieteria. Miał dar samokrytyki i dystans, który jest kluczem do zrozumienia reżysera. Dystans w stosunku do rzeczywistości. Dystans wobec bohatera literatury dramatycznej, którym zajmował się w swoim teatrze. To dlatego zaraz po wojnie wybrał programowo (chociaż od deklaracji właściwie całe życie stronił) „teatr kameralny”, klasyczną przestrzeń sceny pudełkowej, w której o wiele wyraźniej mógł pokazać człowieka niż w wielkim widowisku, gdzie masa ludzka dominowała nad indywidualizmem jednostki. Swój „teatr kameralny” (łódzka nazwa placówki współkierowanej po wojnie przez Axera nie była przypadkowa) przeciwstawiał idei „teatru monumentalnego”, kultywowanej przez Leona Schillera, jego mistrza z przedwojennego PIST-u. Nie buntował się na zasadzie przekory wobec profesora, nie był „ojcobójcą”, ale człowiekiem świadomym własnych ograniczeń: taki teatr Axer nie tylko chciał, ale po prostu umiał robić.

„Zrobiłem w życiu może trzy udane przedstawienia”. Historia teatru wskaże zapewne Marzycieli Musila w wiedeńskim Burgtheater, triumf odnotowany i opisany przez samego reżysera w autorskim szkicu. A w kraju, w Teatrze Współczesnym? Tango Mrożka z wielkimi rolami Michnikowskiego, Fijewskiego, Czechowicza. Może zostanie oddana sprawiedliwość niedocenionemu Dochodzeniu Weissa, tak sugestywnie opisanemu przez Zbigniewa Raszewskiego, z przejmującym Januszem Warneckim w swojej ostatniej roli? Może Trzy siostry Czechowa z kreacjami Mikołajskiej, Mrozowskiej, debiutującej Lipińskiej? Na pewno Kariera Artura Ui Brechta z legendarną rolą tytułową Tadeusza Łomnickiego.

Elżbieta Baniewicz, monografistka Axera, zwróciła uwagę, jak niewiele zachowało się opisów ról z jego przedstawień; większość recenzenckich zachwytów rozpływała się w nic nieznaczących komunałach.

Dystans i dialog

Axer miał dystans wobec samego siebie i swojej pracy. Świadkowie twierdzą, że nie był mu dany od zawsze, nabrał go dopiero z upływem czasu. Niejeden wie, że dobrze mieć dystans, i potrafi go nawet – przy minimum zdolności aktorskich – sprytnie zagrać, ale wystarczy poruszyć czułą stronę ego, żeby cała mistyfikacja rozsypała się jak domek z kart. Axera trudno było wyprowadzić z równowagi, udało się to kilka razy nie byle komu, bo Tadeuszowi Łomnickiemu. Stoik, ironista, a przede wszystkim autoironista, Axer potrafił spojrzeć na siebie od zewnątrz, w sporze przyjąć argumenty strony przeciwnej. Umiał słuchać. Często powtarzał, że teatr rodzi się z rozmowy. Również dlatego uchodził za mistrza reżyserii dialogu.

Dialog, czyli myśl autora w ustach aktora, był poprowadzony niewidzialną ręką reżysera, czuwającego nad integralnością całego przedstawienia. Aktor pod jego okiem szukał najlepszej formy, żeby oddać sposób myślenia scenicznej postaci. „Jeżeli rozbierzemy na części przedstawienie teatralne, pozostanie aktorstwo, dekoracja, czasami nawet tekst. Reżyseria rozpłynie się w nicości” – uważał Axer. Dlatego tak trudno o niej pisać w jego wypadku. Dlatego tak łatwo wcisnąć teatr Axera w gorset schematów i przymiotników. Wygodny dla krytyki, ciasny dla artysty: „specjalista w dziedzinie współczesnego repertuaru psychologiczno-realistycznego”, „wierny autorowi” itd.

Axer ironicznie komentował te epitety: „Przestałem formułować programy, względnie czyniłem to z rzadka i ostrożnie. Może zbyt łatwo się zniechęciłem. Zauważyłem jednak, że programy układają inscenizatorzy na ogół u zarania działalności, po uniemożliwieniu działalności albo w przerwach pomiędzy działalnością. Wszystkie inne chwile poświęcone bywają raczej realizowaniu programu. Naprawdę są potrzebne programy krytykom, którym niepomiernie ułatwiają pracę. Zauważyłem to zresztą – proszę mi łaskawie wybaczyć nieskromność przykładu – sam na sobie. Przez parę lat, dość dawno temu, pisywałem felietony o dyskrecji, umiarze i tak dalej. Od tego czasu wolno mi stawać na głowie, kruszyć Łomnickim kinkiety, Turskim ogłuszać prominentów z pierwszych rzędów, Starowieyską albo Swinarskim dźgać estetów, nawet siusiać na scenie (w kilku sztukach) – na zawszę pozostanę wzorem dyskrecji. W encyklopediach, więc na wieczność.”

Ucho Axera było wyczulone na współczesność, ale reżyser nie poddawał się modom i łatwym aktualizacjom. Liczył się z intencjami autora i stylistyką dzieła, próbował je odczytać w przedstawieniu. Właśnie umiejętność dostosowania się reżysera do stylu dramatów Brechta i Mrożka, gdzie groteska, charakterystyczne przerysowanie funkcjonowały na równi z realizmem i psychologią, przyczyniła się do jego największych sukcesów w teatrze.

Aktorzy

Temat pracy Axera z aktorami – metoda (lub jej brak) zderzona z ich osobowością i talentem, jej efekty – jest wyzwaniem rzuconym historykom teatru. Przez Teatr Współczesny przewinęła się w różnych okresach czołówka powojennego aktorstwa: Irena Eichlerówna, Antonina Gordon-Górecka, Stanisława Celińska, Maja Komorowska, Barbara Krafftówna, Marta Lipińska, Halina Mikołajska, Zofia Mrozowska, Danuta Szaflarska, Joanna Szczepkowska, Henryk Borowski, Mieczysław Czechowicz, Jan Englert, Tadeusz Fijewski, Piotr Fronczewski, Andrzej Łapicki, Tadeusz Łomnicki, Wiesław Michnikowski, Kazimierz Opaliński, Kazimierz Rudzki, Czesław Wołłejko, Zbigniew Zapasiewicz…

Niektórzy przyszli do Współczesnego już z pozycją, z innych Axer „zrobił” aktorów, i to jakich – że przywołam casus Zapasiewicza. Co z tego reżyser zawdzięczał aktorom, a które zasługi powinny pójść na jego konto? W jakich warunkach i okolicznościach „rodziła się sztuka”, sztuka aktorska? Dobrze, że zostały zapisane pojedyncze świadectwa Tadeusza Łomnickiego (Spotkania teatralne), czy Mai Komorowskiej w rozmowach z Barbarą Osterloff (Pejzaż); aktorów nie tylko świadomych swojego warsztatu, ale jeszcze umiejących o nim mówić. Sam Axer skreślił kilka wnikliwych aktorskich i ludzkich (tego nie sposób oddzielić) portretów, wskrzeszając na chwilę jeszcze raz fragmenty ról Eichlerówny, Mikołajskiej, Fijewskiego, Kurnakowicza, Łomnickiego, Rudzkiego.

Nie wszyscy potrafili porozumieć się z Axerem, nawet ci wybitnie uzdolnieni. Tajemnicą poliszynela była męka twórcza Adama Ferencego przy Miłości na Krymie czy Olgierda Łukaszewicza w Wielkanocy. Trudno jednak poważnie traktować legendarne już opowieści Andrzeja Łapickiego, który spędził w teatrze Axera ponad dwadzieścia lat, że dyrektor był reżyserem, który „blokował aktora”. Jakoś tych utalentowanych, czasami nawet inteligentnych, nie udało się Axerowi zablokować. Może po prostu byli mniej wrażliwi od Łapickiego.

 

W tekście wykorzystano fragmenty tekstu Michała Smolisa Nie wiem, czy jestem racjonalistą i sceptykiem…, "Teatr" nr 1/2013