Pedagog

Reżyseria nie jest zawodem niezbędnym w teatrze - powtarzał Erwin Axer. Mimo to uczył reżyserii przez ponad trzy dekady.

Kłopot nauczyciela

„Reżyseria nie jest zawodem niezbędnym w teatrze. Reżyseria właściwie nie jest w ogóle zawodem. Jest umiejętnością aranżowania przedstawień teatralnych, w których twórczą rolę odgrywają niejednokrotnie inni; autor, dekorator i przede wszystkim aktor. Jeżeli rozbierzemy na części przedstawienie teatralne, pozostanie aktorstwo, dekoracja, czasami nawet tekst. Reżyseria rozpłynie się w nicości” – uważał Erwin Axer.

Wykładał na Wydziale Reżyserii w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej (PWST) – z przerwami – przez trzy i pół dekady (1946–1981), wpływając na wychowanie kilku pokoleń polskich twórców. Uczył, między innymi: Zygmunta Hübnera, Izabellę Cywińską, Macieja Prusa, Jerzego Grzegorzewskiego, Helmuta Kajzara, Macieja Englerta, Ryszarda Peryta, Krzysztofa Zaleskiego, Marka Grzesińskiego, Janusza Wiśniewskiego. Nie zebrał wokół siebie ani wyznawców, ani nawet naśladowców.

Uczeń Schillera

Erwin Axer był uczniem Leona Schillera, który kierował Wydziałem Reżyserii Państwowego Instytutu Szkoły Teatralnej (PIST) w Warszawie. W październiku 1935 Erwin Axer został najmłodszym w historii słuchaczem na Wydziale Reżyserii. Zadziałała protekcja Schillera, który uchylił przepis nakazujący przyjmowanie ludzi po skończonych studiach. Axer został jego uczniem, PIST skończył w 1939 roku (Schiller o rok wydłużył mu studia).

Na Wydziale Reżyserii Axer pełnił obowiązki asystenta Schillera przy Koriolanie Williama Shakespeare’a w Teatrze Wielkim we Lwowie (1936) oraz Fiesku Friedricha Schillera (1937) i Naszym mieście Thorntona Wildera (1939) w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pod opieką Schillera reżyserował też swoje przedstawienia warsztatowe  w PIST, między innymi fragmenty Zwiastowania Paula Claudela (1938) i Pannę Julię Augusta Strindberga (1939) w Teatrze Nowym (scena Teatru Narodowego). Wpływ Schillera ostatecznie ukształtował Axera, chociaż teatr, jaki uprawiał młody reżyser, różnił się od Schillerowskiego. Axera nie poruszały wielkie inscenizacje dzieł romantycznych i neoromantycznych, na których jego profesor opierał swoją ideę teatru monumentalnego.

W szkole teatralnej

Axer pełnił funkcję dziekana Wydziału Reżyserskiego dwukrotnie (1950/1951 i 1954/1955 – 1955/1956). W roku 1952/1953 był prodziekanem. W PWST w Warszawie z siedzibą w Łodzi w latach 1946/47 – 1947/48 prowadził zajęcia Nauka reżyserii. W warszawskiej PWST prowadził zajęcia na Wydziale Reżyserskim:  Nauka reżyserii (1949/50 – 1975/76, 1977/1978 – 1978/79) i Praca nad tekstem (1979/1980 – 1980/1981). Po pierwszym roku zaniechał goszczenia na swoich zajęciach słuchaczy Studium Teatralno-Literackiego (1971/72). Na Wydziale Aktorskim prowadził  Ćwiczenia z reżyserami (1957/58, 1964/65, 1975/76 – 1977/78).

 Za najwybitniejszego absolwenta Wydziału Reżyserii powojennej PWST Axer uważał Konrada Swinarskiego (1929–1975). Wcześnie zwrócił uwagę na Jerzego Grzegorzewskiego (czego ślad można znaleźć w jego felietonach dla „Teatru” z lat 1965–70). Erwin Axer zajmował się też polskimi studentami studiującymi za granicą – dlatego też dzięki jego poleceniu Jerzy Jarocki zadebiutował w katowickim Teatrze Śląskim.

W oczach studentów

„W czasie studiów reżyserii najwięcej nauczyłem się właśnie od Axera" - wspominał prof. Kazimierz Braun. Przytoczył też zdarzenie podczas asystentury w Teatrze Współczesnym: „Asystując Axerowi trzeba było stale uważać, słuchać jego uwag kierowanych do aktorów, prowadzić notatki, o które pytał po próbie. Pamiętam, jak akurat Łomnicki i Zapasiewicz próbowali jakąś scenę. Nagle Axer odwrócił się gwałtownie do mnie i zapytał: «Dobre to?» Akurat nie uważałem. Zrobiło mi się gorąco. Odpowiedziałem szybko, na chybił trafił: «Dobre». Skrzywił się i już odwracając się ode mnie, rzucił szeptem: «A mnie się wydaje, że okropne». Strasznie się speszyłem. Nic nie powiedziałem. Próba szła dalej. Axer wprowadzał zmiany. Aktorzy wykonywali jego polecenia. Potem zażądał, aby zagrali tę scenę ponownie, tak jak za pierwszym razem. Po próbie Axer powiedział: «Miałeś rację. To pierwsze, to było najlepsze rozwiązanie». Znów się speszyłem. Nie przyznałem się."

Axera pamiętano ze wzgledu na sposób bycia. Wszyscy studenci chcieli mieć podobną skórzaną kurtkę. Prof. Jan Kulczyński wspominał swój egzamin na reżyserię następująco: „Ówczesna Komisja Przyjęć składała się z ludzi wspaniałych, ale nękanych tikami. Na każde moje zdanie, wyszeptane ochrypłym z przepalenia głosem, Edmund Wierciński reagował jakby zdumionym podniesieniem brwi, Bohdan Korzeniewski wzruszał gwałtownie prawym ramieniem, Aleksander Bardini wykonywał kolisty ruch dłonią, podobny do gestu dyrygenta gaszącego akord orkiestry, a Erwin Axer siedział na stole w poluzowanych w talii spodniach i beztrosko kiwał nogami”.

Olga Lipińska wspominała: „praktyka we Współczesnym u Axera to było marzenie studentów wydziału reżyserii. Jego zaś studenci interesowali średnio. Miał do nas ironiczny dystans i prawdopodobnie rozróżniał tylko dziewczyny. Nie denerwował się na zajęciach i odpowiadał z uśmiechem na najgłupsze pytania. – Dlaczego państwo wybrali sobie takie zajęcie? – zapytał nas kiedyś”.

Axer nieustannie podkreślał, że reżyserii nie można nauczyć. „Robił więc to, co uważał za możliwe: próbował w nas wyostrzyć wzrok i słuch na sztukę teatru, resztę zostawiając w ręku Boga, o ile w Niego wierzył” – wspomina Krystyna Meissner, także jego studentka. Sam Axer mówił też, że „warto uczyć tego, który już umie”. Cytując te słowa Zygmunt Hübner zastanawiał się, czy to właśnie nie jest kluczowe w nauczaniu reżyserii.

 

Wspomnienia studentów

Kazimierz Braun - Wspomnienia asystenta

Zaraz na początku wszyscy nowo przyjęci studenci dostali przydziały asystenckie do warszawskich teatrów. Mnie dziekan Bohdan Korzeniewski skierował do Teatru Współczesnego. Dowiedziałem się od starszych kolegów, że była to nagroda za dobry egzamin wstępny, bo właśnie tam można się było najwięcej nauczyć. czytaj więcej

Wspomnienia - część 1

Wspomnienia - część 2

 

Olga Lipińska - Axer

O nim nikt nie mógł powiedzieć „Artycha", tak jak mówiono o wielu sławnych i wielkich. Zresztą „Artycha" to nie jest określenie pejoratywne, raczej podziw i sympatia, ale jakoś do Erwina Axera to nie pasowało. Był twórcą świetnego teatru, był wspaniałym reżyserem, pedagogiem i wielkim erudytą. czytaj więcej