Reżyser słowa i sensu
30 stycznia 2017

tekst Piotra Zaremby

 

Piotr Zaremba na łamach „wSieci” opisuje fenomen teatru Axera: „zdjęcia ze spektakli tego reżysera możemy oglądać na zwisających z sufitu pudełeczkach w kształcie sześcianów. Spoglądają z nich twarze najwybitniejszych aktorów i patrzą dzieje polskiego teatru. Aż dreszcz przechodzi.”

 

Reżyser słowa i sensu

Piotr Zaremba

Na wystawie w Kordegardzie przy Krakowskim Przedmieściu z okazji stulecia urodzin Erwina Axera zdjęcia ze spektakli tego reżysera możemy oglądać na zwisających z sufitu pudełeczkach w kształcie sześcianów. Spoglądają z nich twarze najwybitniejszych aktorów i patrzą dzieje polskiego teatru. Aż dreszcz przechodzi.

Teatr, czyli świątynia

Tadeusz Łomnicki jako Arturo Ui z końcowej sceny sztuki Bertolta Brechta, kiedy wygłaszał w roku 1962 obłąkańcze przemówienie ucharakteryzowany na Hitlera. Na innym pudełku Mieczysław Czechowicz jako Edek w 1965 r. przyciska do siebie kruchego Tadeusza Fijewskiego, czyli wuja Eugeniusza w premierze "Tanga" Sławomira Mrożka, jednej z najmądrzejszych sztuk świata.

Z powodów metrykalnych nie widziałem tamtego "Tanga", ale nie mam wątpliwości, że to Axer wprowadził ten dramat do świadomości Polaków. Za to dzięki telewizji widziałem Brechtowską kreację Łomnickiego. I oglądałem cały szereg przedstawień Axera z lat 70., 80. i 90., a także wiele innych premier Teatru Współczesnego na warszawskiej ulicy Mokotowskiej, który Axer stworzył i prowadził przez dziesięciolecia. Jestem przekonany, żejego duch nawiedza - zupełnie jak w serialu "Artyści" - ten brzydki, niepozorny budyneczek z ciasną sceną.

"Do teatru Axera szło się jak do świątyni, dziś idzie się do teatru jak do supermarketu" - napisał na Facebooku mój znajomy. Nawet jeśli druga część jest może nieco (ale tylko nieco) zbyt generalizująca, bo i dzisiaj zdarza mi się poczuć w teatrze jak na nabożeństwie, pierwsza jest świętą prawdą. To było miejsce kształtujące umysły i smak polskiej inteligencji. Axer to wielki reżyser, lecz jeszcze większy menedżer, antreprener polskiej sceny.

Wystawę przygotowało Narodowe Centrum Kultury we współpracy z Instytutem Teatralnym, Teatrem Współczesnym i Teatrem Narodowym, jej autorami są Paweł Płoski i Michał Smolis. Na otwarciu pojawił się syn reżysera, filolog klasyczny prof. Jerzy Axer, trochę aktorów i twórców kultury, paru krytyków. Był Maciej Englert, jeden ze współtwórców Teatru Współczesnego za czasów Axera, a od 1981 r. jego następca jako szef tej placówki.

 

Dyskretny, wierny autorowi

Erwin Axer preferował teatr słowa, dyskretny, wierny autorowi. To przeciwieństwo teatru dzisiejszego, bardzo emocjonalnego, czasem histerycznego, traktującego teksty dramatów swobodnie, jako tworzywo. Ale tamten teatr może jeszcze wrócić - tak można streścić wystąpienie wiceminister kultury. Wanda Zwinogrodzka przyznała się do tego, że to przedstawienia Axera zachęciły ją do pójścia na teatrologię. Tym pasjom pozostała wierna do dziś.

Warto sięgnąć do opowieści Piotra Fronczewskiego, jednego z największych polskich aktorów, który w pierwszej połowie lat 70. grał kilka lat pod Axerem. Tak mówi w swoim świetnym wywiadzie rzece przeprowadzonym przez Marcina Mastalerza: "Robił teatr, jaki lubię do dziś. Niepróbujący wychodzić poza tekst sztuki, niedopisujący nic autorowi, ani nie jego słów, ani obcych jego dziełu sensów. To był teatr oparty na słowie, jego dogłębnym zrozumieniu i starannym podaniu. Kiedyś w wywiadzie telewizyjnym dziennikarz zapytał Axera, jakie jest zadanie reżysera w teatrze, na czym polega ta praca. Axer zastanowił się głęboko. To był taki czas, kiedy w telewizji nikt nie wpadał w panikę, kiedy rozmówca przez pół minuty milczał, namyślając się nad sensowną odpowiedzią - dziś lepiej coś palnąć głupio, byle szybko. Wreszcie Axer spojrzał na prowadzącego wywiad i powiedział: "Reżyser powinien rozumnie przeczytać tekst sztuki".

Można postawić sobie tak "minimalne zadanie" i być wielkim teatralnym twórcą? A może to miara prawdziwej teatralnej wielkości?

Współczesny, miejsce magiczne

Dzieje urodzonego 1 stycznia 1917 r. teatralnego artysty, syna lwowskiego adwokata, który bronił Rity Gorgonowej, były skrótem historii środowiska teatralnego. Pan Erwin debiutował jako reżyser już przed wojną. Po wojnie kierował od roku 1946 Teatrem Kameralnym Domu Żołnierza w Łodzi, przeniesionym następnie do Warszawy w roku 1949 jako Teatr Współczesny. Początkowo próbował przybliżać zachodnie nowinki (słynna "Szklana menażeria" Tennessee Williamsa z młodziutką Zofią Mrozowską), potem wszedł w gorset teatru socrealistycznego, zapewniając mu przynajmniej nienaganną formę.

W roku 1955 kierując przejściowo także Teatrem Narodowym, wystawił tam "Ostry dyżur", sławne przedstawienie odwilżowe pokazujące "błędy i wypaczenia wobec AK-ow-ców". W 1956 r. na tej samej scenie przywracał publiczności romantycznego "Kordiana" z Tadeuszem Łomnickim, choć także z symbolem przedwojennego wyrazistego aktorstwa Janem Kurnakowiczem jako Wielkim Księciem Konstantym.

To paradoks, ale marksista Kazimierz Dejmek czy grający z PRL-owską władzą Adam Hanuszkiewicz naprawdę chcieli robić dla Polaków "teatr narodowy" odwołujący się do ich najdroższych tradycji, nawet i religijnych. Teatr Współczesny kierowany przez PZPR-owca Axera stawiał sobie z kolei inne zadanie.

Zgodnie z nazwą przede wszystkim przybliżał najnowszy i trochę dawniejszy, lecz generalnie bliski współczesności urobek dramaturgii polskiej i światowej. Sartre, Brecht i Ionesco, Peter Weiss i Thomas Bernhard, znakomity Max Frisch ("Biedermann i podpalacze" w inscenizacji Axera z 1959 r. to coś, co nieustannie przypominałbym współczesnym elitom), wreszcie Mrożek, którego kolejne dzieła Axer wystawiał bodaj sześć razy.

Wszystko eleganckie, inteligentne, powściągliwe, nowoczesne, czasem nawet awangardowe, ale bez tego wszystkiego, niedobrego, co się dzisiaj z tym słowem kojarzy. Bez pustosłowia, pogardy dla sensu, kabotynizmu i - dobrze to uchwyciła Wanda Zwinogrodzka - bez histerii. Bez przewagi jałowej formy nad precyzyjnie aplikowaną widzowi treścią, myślą.

Jego dojrzały teatr ani mógł być polityczny w realiach PRL, ani Axer by tego nie chciał. A przecież "Krawiec" z 1979 r. był wnikliwą historiozoficzną makabreską, kłopotliwą dla każdej władzy. Kilka lat wcześniej Jerzy Kreczmar wystawił we Współczesnym "Emigrantów" Mrożka, o którym to dramacie wszyscy wiedzieli, że dotyczy najboleśniejszych polskich spraw, dylematów uchodźców z komunistycznej opresji, choć zamaskowanych odrobinę niedomkniętą fabułą. Na tym spektaklu także byłem. Publika łowiła każdą aluzję.

Bez miejsca na sztuczki

No właśnie, Teatr Współczesny to nie tylko twórczość samego Axera. To wiele przedstawień Jerzego Kreczmara czy Macieja Englerta i wielu innych znakomitości. Zaryzykuję twierdzenie, że na tej scenie nie było dużych inscenizacyjnych porażek, a inne teatry mogły zazdrościć nawet średnich osiągnięć. "Wiśniowy sad" Antoniego Czechowa w reżyserii Macieja Prusa (1976) z Haliną Mikołajską i Czesławem Wołłejką, Janem Englertem i niezwykle sugestywną w epizodzie Barbarą Krafftówną pamiętam do dziś niemal w każdym szczególe. Tam każda postać opowiadała swą oddzielną historię.

Współczesny miał pod batutą Axera mądry stosunek do klasyki. Rozumiał, że sensem powrotu do niej nie jest wywracanie wszystkiego; że co da się uwspółcześnić, uwspółcześnić można, ale przerabianie wszystkiego na siłę jest nieznośną i nieuzasadnioną manierą. Sam Axer w roku 1977 wrócił do "Kordiana", a więc do teatru "narodowego". Nie po to, aby poprawiać Słowackiego albo gubić go w formalnych sztuczkach. Dla mnie, młodego człowieka poznającego świat, to była wspaniała lekcja, najwyższa mądrość.

Atmosferę teatralnej świątyni wzmagał jeden z najwspanialszych zespołów aktorskich. Byli tam przez długi czas i Tadeusz Łomnicki, i Andrzej Łapicki, a także (nieraz po latach wracając do tego zespołu) m.in. Halina Mikołajska i Zofia Mrozowska, Czesław Wołłejko i Henryk Borowski, Marta Lipińska i Jan Englert, Mieczysław Czechowicz i Wiesław Michnikowski, Maja Komorowska i Krzysztof Kowalewski, Barbara Krafftówną, Zbigniew Zapasiewicz i Krzysztof Wakuliński. Oni naprawdę nie potrzebowali podpórek w postaci fałszywych udziwnień, a reżyserzy na czele z Axerem umieli korzystać z ich potencjału, nie przesłaniając ich własną megalomanią.

Pożegnanie gigantów

Po odejściu ze stanowiska dyrektora w 1981 r. Erwin Axer nadal reżyserował. Jego "Miłość na Krymie" Mrożka (1994) była istnym koncertem niedosłowności, ale tej najdoskonalszej, Mrożkowej, gdy postaci równocześnie są i nie są realistyczne, mają swój psychologiczny wizerunek, a jednak są wielkim uogólnieniem. W roku 2007 nieco odmienną wizję tego samego utworu zaprezentował w Teatrze Narodowym Jerzy Jarocki. Był to pojedynek między dwoma gigantami. Zmarli w tym samym roku - 2012 - pozostawiając lukę nie do zapełnienia.

Axer miał to szczęście, że namaścił następcę: Macieja Englerta, który kieruje tym teatrem od 36 lat. Z powodzeniem podnosi wysoko sztandar Axerowskiego spokoju i mądrości. Jego "Hamlet" sprzed pięciu lat, z Borysem Szycem, inteligentny, bo bez ozdóbek i cięć, dowiódł tego najlepiej. Englert ma jeden problem, przed którym nie stał Axer: nie zalewa go strumień nowej ambitnej dramaturgii. Stąd obecność sporej liczby sztuk poprawnych, użytkowych, komedii i dramatów. Dobrze wystawionych i granych, jednak często nieprzyprawiających widza o dreszcz.

Axer nie tylko sam był wielki, lecz i żył w czasach wielkiego teatru. Teraz trochę z tym gorzej. Niemniej chodząc na Mokotowską, widzi się, że nadzieja na renesans tego modelu, który on wyznawał, nie jest płonna. Wypada się nisko pokłonić przed twórcą z czasów, kiedy rzeczy miały jeszcze swój sens.

***

"Erwin Axer. Stulecie urodzin: 1917-2017" - wystawa w Galerii Kordegarda przygotowana przez Narodowe Centrum Kultury w porozumieniu z Instytutem Teatralnym, Teatrem Współczesnym i Teatrem Narodowym to pierwsze wydarzenie związane z setną rocznicą urodzin reżysera, pisarza, wieloletniego dyrektora Teatru Współczesnego oraz - krótko -Teatru Narodowego. Ekspozycja koncentruje się na osobie reżysera i jego najważniejszych przedstawieniach. Potrwa od 23 stycznia do 19 lutego 2017 r.»

Piotr Zaremba, Reżyser słowa i sensu, „wSieci” nr 5/2017, 30 stycznia 2017

 

Wróć do strony Axer 100